RSS
środa, 16 maja 2012
Arabska zona

Tanya Valko, Wydawnictwo Proszynski i S-ka, 2011

  Dorota, uczennica szkoly sredniej, poznaje przystojnego Ahmeda, Libijczyka. Mlodzi zakochuja sie, dziewczyna zachodzi w ciaze. Po slubie przez kilka lat mieszkaja w Polsce, jednak sielanka nie trwa dlugo. Po kilku latach mlodzi jada z corka do Libii i tam, jak w wielu tego typu przypadkach, Ahmed pokazuje swoje prawdziwe oblicze. Dorota staje sie zona Araba - nekana, poniewierana, zarowno fizycznie, jak i psychicznie. Nie pomaga fakt, ze rodzina meza bardzo ja lubi, ani ze poznaje inne polskie kobiety, z ktorymi udaje jej sie utrzymywac kontakty. Zycie z Ahmedem staje sie nie do wytrzymania.

Ocierajac sie o smierc, Dorota, z pomoca ambasady polskiej, ucieka do Polski. Jednak jej corki zostaja z rodzina ojca...

Dorota nie rezygnuje, podejmuje proby odzyskania dzieci. Czy jej sie to uda? Nie powiem. Chcecie sie dowiedziec, przeczytajcie ksiazke.

Autorka, piszaca pod pseudonimem, od ponad dwudziestu lat mieszka w krajach muzulmanskich. Jej ksiazka (a takze kolejne) opiera sie na doswiadczeniach, obserwacjach, co daje pewnosc, ze opisana rzeczywistosc, mimo, iz jest fikcja literacja, rzetelnie ukazuje kulturowe roznice miedzy cywilizacja europejska, a ta charakterystyczna dla muzulmanskiej czesci Afryki. I stanowi (oby!) przestroge dla Polek, ktore maja ochote ulec urokowi jakiegos przystojnego Araba...

Ksiazke czyta sie z zapartym tchem, nieraz ze lzami w oczach, a w duszy pojawia sie nadzieja, ze moja corka nigdy nie zakocha sie w czlowieku wyznajacym zasady Koranu...

Koncze wlasnie kontynuacje tej powiesci, sprobuje niedlugo kilka slow o niej napisac.

No wlasnie - czytam, czytam, caly czas cos czytam, choc mniej niz kiedys, jednak ciagle nie moge zmobilizowac sie do umieszczania tutaj wpisow o przeczytanych tutulach, jakiegos kopa mi dajcie ;)

środa, 25 stycznia 2012
Latarnik

Camilla Läckberg, Wydawnictwo Czarna Owca, 2011

Troche sie na kolejny, siodmy juz tom sagi o mieszkancach Fjällbacki i okolic, naczekalam. Ale warto bylo. Po raz kolejny przekonalam sie, ze bardzo odpowiada mi styl autorki, ze literatura szwedzka wciaga mnie coraz bardziej i pewnie wkrotce siegne po innych autorow zza zachodniej granicy.

Policjanci posterunku w Tanumshede znowu maja do rozwiazania zagadke morderstwa. Wkrotce okazuje sie, ze sprawa ma wiekszy od lokalnego zasieg, zaplatane jest w nia wiele osob, wiec Patrik, ktory ze wzgledu na swoje szwankujace zdrowie, po powrocie z dlugiego zwolnienia powinien sie oszczedzac, wraz ze swoimi wspolpracownikami ma znowu rece pelne roboty.

Mam wrazenie, ze autorka w kolejnym tomie, poszla o krok dalej niz w poprzednich - kilka sytuacji opisala w bardzo naturalistyczny sposob, w kilku miejscach poczulam strach, emocje,  ktorych do tej pory podczas lektury jej ksiazek nie bylo. W czasie czytania kilku scen, przyszlo mi na mysl Millennium Larssona - nie jestem do konca przekonana, czy to dobrze, czy wlasnie od tej autorki oczekuje tak mocnych wrazen. Z drugiej strony - moze to celowe, by czytelnicy nie zaczeli sie nudzic? W koncu kryminaly powinny niesc ze soba nutke strachu i przyprawiac o przyspieszone z emocji bicie serca.

Lektura po raz kolejny byla tez zrodlem informacji o podobienstwach miedzy Szwecja i Finlandia - nie wiedzialam, ze sasiedzi rowniez, tradycyjnie, spozywaja w czwartki grochowke, a na deser nalesniki. Ciekawe tylko, czy takie zwykle, okragle, z patelni, czy takie jak u nas - grube, pieczone w piekarniku pannkaka? (Wujek google obie wersje przysmaku po szwedzku nazywa tak samo...)

Czekam z niecierpliwoscia na kolejny tom, bedac coraz blizsza decyzji o rozpoczeciu jesienia kursu jezyka szwedzkiego. Moze kiedys poczytam Läckberg w oryginale? :)

czwartek, 12 stycznia 2012
Marzenia i tajemnice

Danuta Walesa, opracowal Piotr Adamowicz, Wydawnictwo Literackie 2011, stron 540

Wszyscy ja czytali, czytaja lub zamierzaja przeczytac :)

Ja wlasnie skonczylam. Czytalo sie gladko, szybko, przyjemnie. Nie da sie ukryc, zycie zony Lecha Walesy nie bylo (i nie jest ani pewnie nigdy nie bedzie) zwyczajne. Czasy, ktore zostaly opisane w ksiazce - tez nie. Zostal ujety kawal historii, ktora niby mi znana, to jednak dosc obca byla, w koncu w latach siedemdziesiatych - osiemdziesiatych dzieckiem bylam, pamietam niewiele i z innej perspektywy. Zdjecia z rodzinnego albumu oraz roznych archowow dopelniaja wpomnienia, pomagaja wczuc sie w czasy, o ktorych Pani Danuta opowiada.

Pani Danuta jawi mi sie jako bardzo sympatyczna osoba, ale chwilami jej wspomnienia troche mnie denerwowaly - zwlaszcza to co chwile pojawiajace sie - "nie pamietam" oraz "specjalnie nie przezywalam", dotyczace waznych wydarzen, chwil czesto przelomowych, a nie wyjscia do sklepu po mleko... Z drugiej strony moze dzieki temu, ze emocje byly wylaczone, Pani Danuta mogla funkcjonowac, dbac o dzieci i dom, zalatwiac wszelkie sprawy, rozwiazywac problemy.

Nie do pojecia jest jednak to, ze gdy zabierano jej meza, nie wiadomo dokad, nie wiadomo na jak dlugo - ona sie tym nie przejmowala, bo przeciez nie pierwszy raz i zawsze wracal. Albo, ze ponoc nie obchodzilo jej co planowal, co zamierzal, nawet to, ze postanowil kandydowac na prezydenta. I ze bylo jej wszystko jedno, czy wygra wybory, czy nie. Jak rowniez to, ze on jej o niczym nie mowil, a ona zupelnie nie widziala w tym nic dziwnego. Mnie by szlag trafil ;P

Widac ze mimo nielekkiego zycia, mimo, ze nie wszystko bylo i jest w nim idealne, Pani Danuta jest osoba spelniona, szczesliwa, potrafiaca cieszyc sie z malych rzeczy. I potrafi o tym mowic, w dodatku interesujaca i z poczuciem humoru.

Warto bylo przeczytac. Naprawde.

piątek, 06 stycznia 2012
Cos pozyczonego

Emily Giffin, Wydawnictwo otwarte 2009, stron 398

Po swojej urodzinowej imprezie Rachel idzie do lozka z narzeczonym najlepszej przyjaciolki. Rano i ma wyrzuty sumienia, i nie. Czuje, ze Dex, kolega z czasow studenckich, ktorego sama przedstawila kiedys Darcy, jest tym, z kim chce spedzic zycie. Ale jednak z przyjciolka zna sie od dziecinstwa, wie, ze to co jej robi, jest wielka nieuczciwoscia. Co wybrac - wieloletnia przyjazn, czy milosc, ktora wybucha niespodziewanie po latach znajomosci z Dexem?

Kolejna ksiazka pisarki, po ktora siegnelam. Niby tylko babskie czytadlo. A jednak sklania do refleksji. Daje do myslenia. A przez to, ze w troche podobnej sytuacji sama kiedys sie znalazlam, budzi wspomnienia, emocje.

Jak dla mnie najlepsza z trzech pozycji Emily Giffin, ktore poznalam (dwie pozostale to "Dziecioodporna" i "Sto dni po slubie".)

 

czwartek, 05 stycznia 2012
Cukiernia pod amorem.

Malgorzata Gutowska-Adamczyk, Wydawnictwo Nasza Ksiegarnia 2010/2011

''Trzytomowa saga o Gutowie to wędrówka przez stulecia w świecie szlacheckich dworków oraz współczesnej polskiej prowincji."
 
Prowadzona dwuwatkowo opowiesc przedstawia losy przodkow oraz zyjacych w terazniejszosci ich potomkow. Zapoznajac sie z nimi, poznajemy rowniez historie Polski, gdyz bohaterowie, bardziej, lub mniej czynnie uczestnicza w waznych dla kraju wydarzeniach. Ale najfajniejsze sa opowiesci z Gutowa i okolic, opis zycia bohaterow, przygotowan do swiat, do zimy, tego jak mieszkancy Polscy na przelomie lat spedzali wakacje, jak radzili sobie z problemami dnia codziennego. To wszystko prowadzi do rozwiazania zagadki, na ktora natyka sie przodkini Zajezierskich w 1995 roku.
 
Uwielbiam takie grube tomy oraz to ze gdy jeden sie konczy, mozna siegnac po nastepny. Dwa pierwsze przeczytalam co najmniej rok temu, na trzeci dlugo czekalam. Gdy wzielam w swoje rece, okazalo sie, ze myla mi sie osoby, nie pamietam kto jest kim, ale w miare szybko udalo mi sie to opanowac.
 
Niestety okazalo sie rowniez, ze trzeci tom nie jest tak atrakcyjny jak dwa pierwsze. Mialam wrazenie, ze autorka stara sie jak najszybciej dotrzec do konca opowiesci, stala sie ona suchym opisem wydarzen wojennych, umknelo gdzies cieplo, dbalosc o detale, koniec nastepuje w nieoczekiwanym momencie, powiesc urywa sie nagle, nie tego oczekiwalam...
 
Mimo wszystko sage polecam, jej lektura stanowi zarowno rozrywke, jak i lekcje historii podana w przystepny dla kazdego sposob.
czwartek, 10 listopada 2011
Gwalt

Joanna Chmielewska, Wydawnictwo Klin, 2011, stron 354

Nie blysne oryginalnoscia, gdy stwierdze, ze jest to chyba najgorsza powiesc autorki.  Meczylam ja kilka ladnych tygodni, czytajac w miedzy czasie inne pozycje, do tej wracajac, niejako z poczucia obowiazku, bo nie lubie nie przeczytac zaczetej ksiazki do konca.

Motywem przewodnim jest groteskowy proces przeciwko oskarzonemu o gwalt, ktorego tak naprawde nie bylo i wszyscy o tym wiedza. Irytujace postacie, malo blyskotliwe dialogi, zadnej akcji wywolujacej jakiekolwiek emocje poza uczuciem irytacji ogarniajacej mnie za kazdym razem, gdy kolejnych kilkanascie stron przeczytalam.

Pani Joannie wyszedl spod piora (klawiatury) wyjatkowy gniot, o ktorym nawet nie wiadomo co napisac. Nie bede wiec lac wody, mam nadzieje, ze kolejna ksiazka autorki bedzie lepsza.

piątek, 04 listopada 2011
Sto dni po slubie.

Emily Griffin, Wydawnictwo Otwarte, Krakow 2008, stron 368

Ellen jest szczesliwa mloda mezatka. Maz, jednoczesnie brat najlepszej przyjaciolki, kocha ja bezgranicznie. Zwiazek daje cieplo, poczucie bezpieczenstwa, swiadomosc bycia zaakceptowana w stu procentach.

Rowno sto dni po slubie Ellen spotyka na ulicy swojego bylego chlopaka. Czlowieka, z ktorym zycie bylo ciaglym rollercoasterem, pelnym niepewnosci, niepokoju, ale tez intensywnych emocji i doznan.

Wbrew rozsadkowi, w tajemnicy przed mezem Ellen odnawia kontakt z Leo. A w sercu pojawiaja sie rozterki. Czy spokojne, czasami wrecz nudne zycie jest tym, czego potrzebuje? Czy moze tak naprawde przez caly czas tesknila za tym co dawal jej poprzedni partner? Co wybrac, na co sie zdecydowac?

Mysle, ze taki dylemat nie jest rzadkoscia w prawdziwym zyciu. Z tego powodu lektura, mimo, ze w formie lekkiego babskiego czytadla, daje do myslenia. Wybor nie jest latwy, z czegos trzeba zrezygnowac, wszystkiego miec nie mozna.

Polecam na jesienne wieczory, lub dojazdy komunikacja miejska do pracy :)

środa, 21 września 2011
Polka

Manuela Gretkowska, Wydawnictwo W.A.B., 2009, stron 346

Nie wiem. Nie wiem co o tej ksiazce napisac. Gretkowskiej do tej pory nie czytalam, poza napisanymi wspolnie z Piotrem Pietucha "Scenami z zycia pozamalzenskiego". Czytalam je dawno, pamietam tylko, ze podobaly mi sie i wcale nie zgorszyly, chociaz podobno zgorszyc powinny. Ale mialo byc o "Polce".

Jest to podobno pierwszy wydany pamietnik opisujacy czas ciazy. No i to co pamietnikiem jest, podobalo mi sie. Oberwowanie wlasnego ciala, odczuwanie nowego zycia w sobie, emocje z tym zwiazane, samopoczucie fizyczne (czasem bardzo pod psem) i psychiczne, nadwrazliwosc, napady leku i euforii - pieknie i trafnie opisane, dokladnie tak czesto w ciazy sie czulam, tylko nie zawsze w slowa potrafilam ubrac.

Natomiast nie moglam przebrnac przez liczne dygresje, refleksje, przemyslenia, lekcje historii. Przerzucalam miec kartki majac poczucie czytania po lebkach. Ale czytac slowo po slowie nie dalabym rady. Nie moje klimaty i juz. Owszem, sprobowalam kilka razy i zalapalam sie na tym, ze oczy czytaja, a mysli bladza zupelnie gdzie indziej.

Nie wiem skad opinia, ze Gretkowska jest skandalistka. To, ze potrafi sie wyrazic, w sposob naturalistyczny opisac fizjologie, cielesnoc, to ma byc skandal? Jestem w takim razie bardzo liberalna, bo ja skandalu w jej slowach nie widze. Chociaz niektore opisy, slownictwo, wydaja mi sie czasm niesmaczne. Coz, taki ma babka styl, jak sie komus nie podoba, niech nie czyta ;)

Ja znalazlam z nia wspolny mianownik - taki sam, a przynajmniej bardzo podobny stosunek do krajow, w ktorych przyszlo nam zyc. Z tym, ze ona wrocila do Polski, ja wielkich szans przed emerytura na to nie mam. A na emeryturze moze mi sie nie oplacac, bo tu sie mna lepiej zaopiekuja, gdy zajdzie taka potrzeba. Ponizej fragment "Polki", z ktorym sie utozsamiam:

 "Doceniam socjalne udogodnienia - bezplatne szpitale, opieke nad staruszkami. Po babcie, mieszkajaca obok nas, codziennie podjezdza darmowa taksowka, wywozaca ja na zakupy albo do lekarza.

 Nie dostawalam szwedzkich zasilkow, korzystam natomiast ze znakomitej opieki nad kobietami w ciazy. Podziwiam rewelacyjny system edukacyjny. Dlaczego od pirwszego dnia nie polubilam Szwecji? Kwestia temperamentu, mentalnosci... bywa, ze kogos sie nie lubi od pierwszego wejrzenia... chemia. Nie zalapalam sie na Szwecje. Nie tylko ja... Jestem za slowianska, za romanska, za glupia?"

Mam to samo w zwiazku z Finlandia. I wiem, ze nie tylko ja.

Zaczelam czytac "Europejke", na polce czeka "Obywatelka". Mimo braku zachwytu nad "Polka", przeczytam je, bo mysle, ze warto. Nawet czasem przewracajac kilka kartek, omijajac nudne odejscia autorki myslami w bok ;)

 

 

wtorek, 13 września 2011
Ladny gips!

Maja Kotarska, Wydawnictwo SOL, 2010, stron 300

To trzecia ksiazka autorki, ktora przeczytalam.

Bohaterkami, jak w dwoch poprzednich ("Dracena przerywa milczenie" oraz "Strusie jajo") sa pracujace naukowo w instytucie genetyki przyjaciolki, ochoczo i namietnie rozwiazujace kryminalne zagadki, na ktore co rusz sie natykaja. Ty razem chodzi o znikanie ogrodowych krasnali, akcja dzieje sie w trakcie wakacji, w niewielkiej miejscowosci, w ktorej Agata i Jola spedzaja urlop.

Mimo, ze obiecaly swoim bliskim, ze juz nigdy nie dadza sie wplatac w zadne niebezpieczne historie, nie potrafia pozostac biernymi obserwatorkami wydarzen. Wchodza w droge policji, w tajemnicy przed wladzami prowadza sledztwo na wlasna reke, co, jak i w poprzednich powiesciach, prowadzi do problemow, niebezpieczenstw, ale tez - rozwiazania zagadki. Nagle zwroty akcji, specyficzne poczucie humoru autorki, kobieca przyjazn na dobre i na zle, to wszystko sprawia, ze ksiazka jest doskonalym "czytadlem", przy ktorym mozna oderwac sie na chwile od codziennego pospiechu i krzataniny.

Pierwsze dwie powiesci podobaly mi sie jednak bardziej. Tej czegos zabraklo, chyba towarzystwa wspolpracownikow bohaterek, ktorzy w poprzednich ksiazkach dostarczali zabawnych, dowcipnych dialogow, a ja dialogi w ksiazkach kocham najbardziej ;)

Nie da sie ukryc, ze lekka niechec obudzila sie we mnie juz podczas czytania drugiej strony, na ktorej natknelam sie na slowo "dopuki". Od tego momentu do samego konca lektury bylam lekko zniesmaczona i uprzedzona. I pewnie to rowniez wplynelo na gorszy odbior kolejnej powiesci Mai Kotarskiej.

Bledow ortograficznych nie znosze.

Generalnie jednak polecam wszystkim tym, ktorzy lubia lekture lekka, latwa i przyjemna, choc pewnie niektorzy nazwa ja "odmozdzajaca" .

środa, 31 sierpnia 2011
"MAKATKA" Katarzyna Grochola, Dorota Szelagowska

Wydawnictwo Literackie

 

Lubie lekkosc jezyka Kasi Grocholi. Przeczytalam wiekszosc jej ksiazek, nie dziwne wiec, ze siegnelam rowniez po napisana wspolnie z corka "Makatke". Jest to dialog najblizszych sobie kobiet, w ktorym wspominaja minione lata, wydarzenia, okresy w zyciu bardziej i mniej odlegle, miejsca, obecnych kiedys i obecni w ich zyciu ludzi.

Kazdy rozdzial jest opowiescia napisana dwukrotnie, przez matke i przez corke. Mimo, ze wspominaja to samo, to jednak z zupelnie innej perspektywy - ich relacje roznia sie, kazda z nich widzi te same sprawy zupelnie inaczej, pamieta cos innego, lub czegos nie pamieta. Jednak z kazdego akapitu, kazdego slowa, kazdej litery widac jak  bardzo sa ze soba zzyte, jak bardzo sobie bliskie. Maja dokonaly kontakt, przyjaznia sie, sa nie tylko matka i corka, ale tez swietnymi kumpelkami.

Dorota Szelagowska odziedziczyla talent po mamie, ma taka sama latwosc wypowiedzi i poczucie humoru, po lekturze "Makatki" chetnie umowilabym sie na kawe i pogaduchy z obiema paniami :)

 
1 , 2